| << | Styczeń 2012 | |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| | | | | | 1 |
| 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
| 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 | | | | | |
Księga gości
Blog kulinarny, ma
u mnie wyróżnienie
za pobudzenie
kubków smakowych
samymi opisami
....a co będzie
po przetestowaniu
przepisów? :DD
http://whiteplate.blogspot.com/
|
|
|
2011-03-25
|
Kupiłam sobie dres. Tak tak...teraz już tylko czekam na przesyłkę i zacznę bieganie. Wymyśliłam sobie, że będę wstawać wcześniej niż zwykle (czyli pobudka będzie w okolicach 5:30). Dam radę? Yyyy...pewnie, że dam :D W końcu warto się troszkę pomęczyć a potem błyszczeć na plaży.
W pracy kosmos. Chociaż kosmos to trochę mało powiedziane na to co się dzieje. Tak dużo pracy to ja już dawno nie miałam. Szczerze mówiąc nie wiem w co ręce włożyć i nie do końca wiem za co zabierać się na początku. Ale wiecie co? Podoba mi się to. Podoba mi się fakt, że mam co robić. Szkoda tylko, że do końca spłacenia kredytów mam jeszcze tyyyyyle rat. Pracuję pracuję i pracuję a kasy nie przybywa w zastraszającym tempie.
Mam dzisiaj wolny weekend. Małż mój kochany wziął i wybył na dwa dni. Zostaliśmy z Mańkiem sami w domku i mamy zamiar byczyć się cały czas :)
No dobra, ja tu pitu pitu tak o niczym a poważna sprawa czeka.
Bardzo proszę o umieszczenie tego linku na każdym możliwym blogu jakie odwiedzacie. Naprawdę bardzo potrzebna jest pomoc dla tej małej. Rodzice już nie dają rady, pomysłu na zwaleczenie problemów już im brak a choroba nie czeka na znalezienie funduszy. Pomóżcie proszę. |
|
Miejsce dla tych, co nie boją się mówić....:
7
|
|
2011-03-16
|
|
|
Miejsce dla tych, co nie boją się mówić....:
2
|
|
2011-02-28
|
Cały weekend nie zrobiłam nic co byłoby związane ze szkołą. Za to posprzątałam, odkurzyłam, usmażyłam pączki, zrobiłam zajebisty obiad, odpoczęłam maksymalnie. W tym tygodniu po pracy będę musiała stworzyć około 4 prac z czego jedna na 5 stron. Dam radę? Pewnie, że dam! W końcu odpoczęłam przez weekend!!!
Tutaj coś na dobry początek dnia, tygodnia i tak w ogóle.
Co u mnie....cóż, skończyłam sesyję. Bez poprawek - co w sumie dość istotną kwestią dla mnie jest. Wkurwa w sklepie dostałam. Czemu? A temu, że moda jakaś nie teges się teraz porobiła i normalnych jeansów już tam nie dają. Co wzięłam z wieszaka to rurki jakieś cholerne. Na górze namiot - nie wiem czy tak w oryginale było czy ktoś dupsko większe niż moje tam wsadzał - a na dole ledwo duży palec u nogi przechodzi. Noszzzzz....i jak w tym wyglądam? ODP. Jak Elek w rurkach - czyli nie dobrze. Ostatecznie uznałam, że siądę sobie do allegro i z wymiarami w łapce zaczęłam polowanie na spodnie. Polowanie zakończone sukcesem - kupiłam sobie cudną bluzeczkę!!! No tak, cała ja ;)
Co dalej....zima. Zima mnie już irytuje, męczy, dręczy i na nerwy działa. W trybie pilnym słońca potrzebuję bo zaczynam się czuć niczym książę ciemności. Tzn. nie myślcie sobie, że w stolicy słońce się nie pojawia. Z różnych źródeł słyszałam, że słońce świeci w warszawie w godzinach kiedy ja siedzę w biurze i w natłoku pracy niewiele mam z nim styczności. A ja to bym tak chciała w tych promyczkach się wygrzać.....ehhh...marzenia ;)
W domu spokój. Nie kłócimy się...przynajmniej w tej chwili, a jak już się kłócimy to o pierdoły takie, że bardziej śmiać by się z tego wypadało niż kłócić o to.
Arytreja - Ty wiesz co? Ja to totalnie (nie)udana jestem. Po Twoim komentarzu, że straciłaś cierpiwość i w stolyce wpadać będziesz akurat doła miałam i stwierdziłam, że u Ciebie w blogu wpiszę, że mi źle i przyjechać masz tu i teraz. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Poprzez link ode mnie z bloga wlazłam do Ciebie i pod pierwszą napotkaną notką komentarz taki wsadziłam. Dziwiłam się co prawda później, że tak łatwo słowa na wiatr rzucasz i nawet się nie odezwiesz, ale pomyślałam sobie - cóż, zalatane dziewcze to i na stolyce czasu nie ma. Dopiero ostatnio olśnienia dostałam!! Mój link prowadzi do Twojego bloga....a dokładniej to do notki z 31-go lipca 2010!!!! No głąb totalny jestem. Ale wiesz, Ty się nie przejmuj. Ty po prostu tutaj przyjeżdżaj!!! :)
|
|
Miejsce dla tych, co nie boją się mówić....:
2
|
|
2011-01-15
|
No baaa...pewnie, że żyję :)
Wszystkim bardzo pięknie dziękuję za życzenia :) Wy wiecie, że ja Wam wszystkim jak najlepiej życzę więc nawet tego nie piszę ;)
W nowym roku dzieje się tak:
- zaczęłam nową pracę i walczę w niej o to, żeby mnie doceniono
- zaczęła mi się sesja - znowu mnóstwo informacji do przyswojenia. Niestety w tym roku szkoła nie pozwala nam się nudzić dokładając jeszcze pisanie prac, co się ładnie nazywa "samodzielną pracą studenta". No więc samodzielna praca studenta to parę prac napisanych już w tym semetrze i pewnie drugie tyle do napisania w kolejnym. W tym najwięcej czasu spędziłam nad pisaniem pracy o samobójstwach (na patologie). No i wiecie co? Z przerażeniem zanotowałam, że od momentu jak zaczęłam ją pisać dwie osoby z moich znajomych postanowiły zakończyć swój żywot. Na szczęście obydwie próby były nieudane ale mimo wszystko podjęte. Wydawałoby się normalne, zdrowe osoby, fakt - z problemami ale kto ich dzisiaj nie ma? Co skłoniło młodego chłopaka do takiego czynu? Co skłoniło kobitkę, która ma fantastycznego męża i córeczkę do podjęcia próby samobójczej? Ciężki temat....
kontynuując wyliczanie tego co robię w nowym roku:
- podjęłam kolejną próbę zwalczenia zbędnych kilogramów - póki co idzie mi jakby nie szło ale w końcu pójdzie :D
Taaa.....to by było na tyle z tego co się dzieje.
A dzisiaj w ogóle nie chciało mi się z łóżka wstawać. J. poszedł na rano do szkoły, Maniek wlazł do mnie do łóżka i chrapał sobie smacznie, na dworzu lał deszcz więc po co wstawać? Jednak o 9 podjęłam heroiczną próbę podniesienia się z wyrka i nawet mi się udało. Tylko co z tego? Miałam się pouczyć, miałam dokończyć jeszcze jedną pracę do szkoły, miałam zrobić porządek w szafie...miałam miałam miałam....a co zrobiłam? Przypomniałam sobie jak wspaniale jest leniuchować i nic nie robić :D
|
|
Miejsce dla tych, co nie boją się mówić....:
7
|
|
2010-11-30
|
Przyszła zima i to taka pełną gębą. Wraz z nią zaczęły się poranne pobudki przy dzwiękach łopaty szurającej o chodnik. Zaczęło się poranne odśnieżanie i skrobanie samochodów - całe szczęście nas to już nie dotyczy (sprzedaliśmy brykę). Teraz już nie tylko Maniek ale i my czerpiemy radość ze śniegu. Maniek - bo oczywiście szaleje totalnie w białym puchu. Pożera niesamowite ilości śniegu i jest z tego powodu bardzo zadowolony :) My - bo wreszcie nie musimy się martwić gdzie zaparkować albo kto rano będzie odśnieżał auto. Bez samochodu życie jest lepsze :D
Z obserwacji początkującej trzydziestolatki: mówienie wprost tego czego się od życia oczekuje daje efekty. Oczywiście trzeba wiedzieć co i do kogo powiedzieć ale jeśli trafi się na podatny grunt można odnieść sukces - dostałam pracę!!! Myślę, że to właśnie poniekąd dzięki temu, że nie uginałam pokornie głowy tylko mówiłam to co mam do powiedzenia. Nie udawałam, że jestem osobą która może im się przydać tylko po prostu to udowodniłam. Normalnie wypas. Tak coś mi kobieca intuicja mówi, ze wreszcie może mi się wszystko zacząć porządnie układać. Co prawda zawsze istnieje niewielkie ryzyko, że uda mi się wszystko spieprzyć ale póki co wierzę, że absolutnie wszystko mi się uda :)
|
|
Miejsce dla tych, co nie boją się mówić....:
8
|
|
2010-11-23
|
Jestem!!! Nie zaginęłam!!! Żywcem mnie nie wezmą!!! :D
Doba mi się kurczy. W związku z nową pracą wstaję rano o godzinie której istnienia dotychczas nie odnotowałam. Wracam do domu i staram się obrobić ze wszystkimi pracami do szkoły a o 20 już mi się oczy same zamykają. No wczoraj już o 20:30 leżałam w łóżeczku i przysypiałam. Kto to słyszał takie rzeczy.
A propos szkoły - ma ktoś może jakieś materiały na temat samobójstw i autoagresji wśród dzieci i młodzieży???
Nie dosypiam, nie dojadam (waga wreszcien ruszyła w dół - i dobrze jej tak, co tak na piedestale ciągle będzie, nie?), nie mam czasu na przytulenie się do J. Całe szczęście, że on ten czas znajduje bo inaczej cienko by było ;)
Szczerze mówiąc to modlę się o śnieg i zimę. Żeby wreszcie ta obrzydliwa i odrażająca szarość za oknem poszła sobie w cholerę.
Co jeszcze. Postarzałam się. Przybył mi kolejny rok na karku. Już nie jestem nastolatką, już nie jestem szaloną dwudziestką....trzydziecha mi strzeliła normalnie.
Z tej oto okazji mąż mój stanął na wysokości zadania i wywołał jęki zazdrości u moich koleżanek oraz okrzyki radości u mnie. Najpierw ściśle tajnie i w sekretnym porozumieniu zorganizował wraz z moją przyjaciółką wypad do SPA. 4 godziny basenu i sauny + masaż czekoladowy relaksujący tylko dla mnie i moich 3 psiapsiółek :)
Następnie zorganizował - znowu w tajemnicy przed mła - spotkanie z ludkami ode mnie ze szkoły na kręglach.
I jak tu go nie kochać? :D
No, a teraz ponieważ czas gna i nijak zatrzymać się nie chce, kończę pisanie i biorę się za wywiad środowiskowy jaki mam do odbębnienia.
PS. pamiętajcie o materiałach dotyczących samobójstw!!! :) |
|
Miejsce dla tych, co nie boją się mówić....:
2
|
|
2010-11-01
|
No już nie krzycz na mnie, już wystarczy no :) Wychodzi na to, że nie jestem w stanie pisać regularnie i systematycznie. Leserka się ze mnie zrobiła :)
Co do Egiptu....nadal jak zamknę oczy czuję na skórze dotyk słońca, słyszę szum morza i głosy na plaży....było po prostu bosko. Nic nie napiszę o piramidach bo jedyne jakie widziałam to takie drewniane w których było wystawione wino :) Odwaliliśmy fuszerkę z J. bo nie pojechaliśmy ani do Kairu ani do Luksoru. Po prostu byczyliśmy się na miejscu. Nurkowaliśmy, pływaliśmy z fajką przy brzegu, opalaliśmy się, żarliśmy owoce morza, piliśmy piwo, graliśmy w bilard i cieszyliśmy się świętym spokojem. Za to mamy powód, żeby pojechać tam jeszcze raz - żeby wreszcie obejrzeć piramidy :)
Nie umiem opisać spokoju jaki tam miałam. No dobra, Hurghada nie jest demonem czystości i ciszy ale spokój wewnętrzny był gigantyczny. Nie martwiłam się pracą, nie zastanawiałam się nad cotygodniowymi zakupami, nie zastanawiałam się nad codziennymi smuteczkami - ich po prostu nie było :)
Co do jedzenia - nie powalało. To hotelowe oczywiście nie powalało. Wykupiliśmy opcję pobytu ze śniadaniem i obiadokolacją. Wszystkie posiłki były takie same. Niby menu się zmieniało ale wszystko smakowało tak samo. Stwierdziliśmy, że lepiej nam jest żywić się poza hotelem. Testowaliśmy kuchnię tajską, egipską, owoce morza a czasem też mcdonalda :D W hotelu zjadaliśmy tylko śniadania. Doszliśmy więc do wniosku, że następnym razem wykupując wycieczkę kupimy tylko i wyłącznie pobyt bez posiłków i w ten sposób będziemy mogli spać ile chcemy, jeść kiedy chcemy i w żaden sposób nie będziemy uwiązani.
Ci co mają mnie na FB - zapraszam do obejrzenia zdjęć, osoby których jeszcze na FB nie mam proszę o napisanie do mnie wiadomości na ten temat (tylko nie w komentarzach!) i podanie do siebie namiarów. Arytreja już wie, że zaproszenia wysyłam i odnajduję na FB :) |
|
Miejsce dla tych, co nie boją się mówić....:
7
|
|
2010-09-22
|
Ostatni komentarz pod ostanią notką przywołał mnie do porządku. Już się tłumaczę - w Egipcie jestem. Delektuję się nicnierobieniem :)
Jak tu jest pięknie....a zarazem brzydko. Piękne są budynki i miejsca przeznaczone dla turystów. Kompletnym ich przeciwieństwem są uliczki zamieszkane przez tubylców, sterty śmieci na ulicach i stada bezpańskich psów.
Co do pobytu to czuję się jak w raju. Dostaliśmy przepiękny apartament z widokiem na morze, pracownicy hotelu są przesympatyczni i bardzo się starają nauczyć się naszego języka :) Wchodziliśmy już z Jankiem pod wodę i powiem tak - nurkowanie jest fantastyczne... miałam delfina na wyciągnięcie ręki!!! Wczoraj był tylko - aż snorkling i też bardzo mi się podobało....nie wiem nawet czy przy tym nie pozostanę bo jednak zakładanie pianki na spalone słońcem plecy nie jest miłe a przy snorklingu nie muszę nic zakładać - tylko płetwy i maska. Rybki kolorowe są przecudne!!!! Chwilami mam wrażenie jakbym głowę do akwarium włożyła :)
Ok, idę się nasmarować kremikiem i śmigam nad basen - dziś dzien lizania spalenizny na plecach :) |
|
Miejsce dla tych, co nie boją się mówić....:
6
|
|
2010-08-30
|
Czasami jest tak, że coś nam w życiu wychodzi. Jest wtedy pięknie i wspaniale. Czujemy się docenieni i mądrzy...czasem nawet boscy....
Niestety życie jest brutalne i częściej daje nam kopa niż głaskanie po główkach. Częściej coś nie wychodzi i się sra (przepraszam...nerwy). No i tak oto właśnie mi się dzisiaj posrało. Tak generalnie to srało się od....yyy....od przed urlopem? Wtedy pierwszy raz poszłam na rozmowę do mojej wymarzonej i idealnej firmy. Bardzo bardzo bardzo mi zależało na posadzie tam. Pal licho wszystkie inne biznesy i te takie. Ta firma to było TO. Pewnie dlatego skakałam pod sufit jak zaprosili mnie do drugiego etapu rekrutacji. Normalnie pod sufitem się unosiłam i napawałam sukcesem. Poszłam na drugi etap i nagle ktoś kurna jednak znalazł szpileczkę i wbił się nią we mnie. Spadłam na podłogę....a nawet parę pięter niżej.
Teraz jest mi źle i niedobrze. I smutno. I już nie czuję się taka mądra i wspaniała i komunikatywna i rezolutna i uśmiechnięta i optymistycznie nastawiona do świata.
Teraz czuję się smutna.
Teraz idę do dużego pokoju topić smutki w papce telewizyjnej.
A jutro wstanę, otrzepię się i z podniesioną głową ruszę do dalszego boju o moje lepsze pojutrze.
O. Taka będę.
|
|
Miejsce dla tych, co nie boją się mówić....:
6
|
|
2010-08-23
|
No dobra, powroty są cięzkie i trzeba to powiedzieć głośno.
Z urlopu wróciłam tydzień temu a jakoś do tej pory dojść do siebie nie mogę. Nagły natłok klientek nie ułatwia mi spokojnego przejścia ze stanu błogiego lenistwa do pracy.
Wypoczęliśmy, wybyczyliśmy się i bardzo bardzo mi sie to podobało. W tym roku pierwszą część urlopu postanowiliśmy spędzić w gospodarstwie agroturystycznym niedaleko Warszawy. Pierwszy raz korzystaliśmy z takiej formy odpoczynku i nie ukrywam, że bardzo mi ona przypadła do gustu. Pokoje czyste, z łazienką i kuchnią. Wiadomo - nie spodziewajmy się hotelu 5-cio gwiazdkowego bo to jakby nie było gospodarstwo jest. Ale był basen, dużo zieleni, cisza i spokój....a bardzo było nam tego potrzeba. Dodatkowo towarzyszyły nam perliczki, kury, koguty, psy i dwa koty (z czego jednego widziałam tylko raz w przelocie między samochodem a krzakiem gdzie się chował....wstydliwy jakiś czy co?). Zwiedziliśmy sobie Żelazową Wolę i Sochaczew - obydwa te miejsca miło mnie zaskoczyły. W Żelazowej Woli byłam bardzo dawno temu dziecięciem będąc....wyprawę tam pamiętam jak przez mgłę. Dwóch rzeczy jestem pewna - byłam z rodzicami i nie podobało mi się. Tym razem było zupełnie inaczej. Zadbany park, piękne alejki aż prosiły o to, żeby chodzić nimi jak najdłużej. Pogoda nam dopisywała (na cały wyjazd przez jedną noc pokapało trochę a tak to słoneczko). Urlop spędzała z nami koleżanka z córką i ich suczką - Fifi (chiński grzywacz). No i właśnie Fifi wzbudzała największe zainteresowanie w Żelazowej Woli. Ponieważ do parku nie można wprowadzać piesków to Fifi została wniesiona....w plecaku. Siedziała w nim sobie wygodnie, łepek wystawiła na zewnątrz i łaskawie pozowała turystom z japoni do zdjęć :))
Przez Sochaczew przeważnie przejeżdżałam tylko jadąc gdzieś....kojarzyło mi się to miasto z malutką pipiduweczką (bez obrazy, zaraz będą komplementy), z czymś szarym i ponurym...a tu tymczasem szok! Ludzie uśmiechnięci i mili, miasto piękne, zadbane, czyściutkie, wzgórze z ruinami, muzeum kolejki wąskotorowej....bardzo bardzo mi się tam podobało :)
No i wniosek z urlopu jest taki....cudze chwalicie - swego nie znacie. Rzut beretem od Warszawy odnaleźliśmy piękne miejsce, ze wspaniałymi polami, lasami, ciszą, spokojem i przemiłymi ludźmi.....i tak przewrotnie kończąc stwierdzam, że na drugą część urlopu jedziemy do Egiptu ;)
|
|
Miejsce dla tych, co nie boją się mówić....:
3
|
|
| Statystyki |
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
21630
|
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
4089
|
|
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
30
|
|
|